Humanistyczny Notatnik Naukowy

Impresje z czerwca

In Notatnik on 8 lipca 2024 at 09:44

Z lekkim opóźnieniem publikuję podsumowanie czerwca. Okazuje się, że czerwiec był bardzo owocny w spotkania i rozmowy. Część z nich ma odzwierciedlenie w tym wpisie, a część przeszła do trybu offline. To był intensywny i wyjazdowy miesiąc. Cieszę się, że jestem już w trybie wakacyjnym i mogę trochę inaczej pracować skupiając się na rzeczach, na które nie mam czasu w roku akademickim. Plany na jesień zrobione. Teraz powoli wygaszam palniki, na których nie musi aż tak bulgotać w garnkach, a podniecam ogień w tych, które chcę przygotować jeszcze przed upragnionym urlopem. Kolejny wpis z cyklu podsumowania miesiąca będzie w sierpniu i obejmie czas wakacyjnych podróży. Miłej lektury!

  1. Irving i Fisher
  2. Koniec studiów
  3. Webinar z Profesorem Blikle
  4. Zbiory specjalne w Pałacu Krasińskich
  5. Spotkanie Wyjustowanych
  6. Łazienki Królewskie

Ad 1 w tym miesiącu spotkaliśmy się dwukrotnie w bibliotece, aby posłuchać i porozmawiać z tłumaczami dwóch książek. Jedną z nich była Księga szkiców Washingtona Irvinga a drugą Dziwaczne i osobliwe Marka Fishera. W obu spotkaniach gośćmi byli tłumacze polskich edycji.

Waszyngton Irving i jego Księga szkiców:  4 czerwca

Upalne popołudnie spędziliśmy w towarzystwie tekstów nietypowego romantyka – Washingtona Irvinga – Amerykanina, który wędrował m.in. po Anglii i zapisywał legendy utrwalając w swoich szkicach np. podania i legendy ludowe.

Spotkanie poprowadzili prof. Violetta Wróblewska oraz dr Marcin Lutomierski, a o swoich zmaganiach z tłumaczeniem opowiadali dr Agnieszka Markuszewska i prof. Mirosław Strzyżewski. Jak stwierdzili tłumacze głównym problemem było zachowanie atrakcyjności języka i stylu autora oraz unowocześnienie tekstów tak, aby współczesny czytelnik nie miał problemów z lekturą. Istotną trudnością w tłumaczeniu było także pewnego rodzaju natręctwo Irvinga – pisanie bardzo długich zdań. Tłumacze, aby zachować spójność wywodu w Szkicach, odeszli od tej cechy stylistycznej.

W mojej ocenie Irving w Księdze szkiców łączy to, co oralne z tym, co piśmienne. Jest świetnym mieszaczem wątków, tkania kanwy w sposób, który dla czytelnika jest bardzo twórczy, inspirujący i zaskakujący. Poruszane przez niego motywy – fantastyczne i bajkowe – wciąż są żywe w naszej kulturze i popkulturze. Warto skonfrontować to, jak widział widział, odczytywał i parafrazował je Irving (np. kwestia kolonializmu w Ameryce Północnej) z tym jak widzimy je teraz my. W Księdze szkiców bardzo intrygujące są również teksty dotyczące książek, biblioteki i literatury: Sztuka powstawania książek oraz Zmienność literatury… w uroczy sposób przenoszą czytelnika to świątyń literatury, wiekowych bibliotek, które przechowują wyjątkowe – czasem czarodziejskie – dzieła.

Dr Agnieszka Markuszewska, prof. Mirosław Strzyżewski i prowadzący spotkanie: prof. Violetta Wróblewska i dr Marcin Lutomirski

 Dziwaczne i osobliwe autorstwa Marka Fishera: 12 czerwca

Spotkanie z tłumaczami książki Marka Fishera Andrzejem Karalusem i Tymonem Adamczewskim poprowadzone zostało przez prof. Katarzynę Więckowską i prof. Adama Kolę.

Mark Fisher – progresywny krytyk kultury, kulturoznawca, bloger napisał zbiór esejów w 2017 roku, ale książka ukazała się już po jego śmierci.

Andrzej Karalus, Tymon Adamczewski oraz prowadzący spotkanie Adama Kola

Tłumacze i goście dyskutowali nad tłumaczeniem tytułu publikacji a także nad tym, dlaczego Avatar i koncepcja ekologiczna Camerona są krzywdzące dla współczesnych ekologów i ich działań. W ocenie Fishera, na którą zwrócili uwagę tłumacze – nie ma szans powrotu do tak rozumianej natury, takie podejście jest naiwne i dziecinne, a sama idea całkowitego zespolenia z naturą krzywdząca. Wśród poruszanych tematów znalazły się również aspekty tego, skąd pochodzi owe „dziwaczne” oraz „osobliwe”? Czy w filmach, muzyce, serialach te elementy pochodzą z zewnętrza czy wewnętrzna…?Otóż w myśl tego, co mówił Fisher owe niezwykłe i straszne elementy świata książek, muzyki, filmów zawsze pochodzą z zewnątrz.

Ad 2 to był dla mnie bardzo twórczy, dobry, rozwijający czas. Myślę, że progres w pracy nad sobą, który zrobiłam, nie mógłby się wydarzyć bez tych studiów. Komunikacja w organizacji oparta na empatii prowadzone przez Uniwersytet SWPS i Szkołę trenerów_ek komunikacji opartej na empatii dała mi szalenie dużo jeśli chodzi o wgląd w siebie i w organizację. Zrozumiałam, że w firmie może być wiele perspektyw, a jeśli wszyscy pracujemy na wspólnych wartościach, to jesteśmy w dobrym miejscu i możemy dalej współpracować. Zależy mi na tym, aby budować otwartą, empatyczną i życzliwą przestrzeń zarówno dla studentów, naukowców i wszystkich pracowników Uniwersytetu. Cała koncepcja NVC nie była dla mnie nowa, bo gdzieś podskórnie zawsze ją stosowałam – jestem zdecydowanie człowiekiem dialogu i świetnie się czuje w sytuacjach, kiedy mogę pracować w zespole – ale spotkanie z konkretnymi technikami i modelami dyskusji było dla mnie odświeżające i odkrywcze. Rozmowy o potrzebach, emocjach, wartościach i o tym, że ludzie mają różnie sprawiły, że inaczej widzę mój zespół i pojawiło się klika nowych pomysłów, które chciałabym sprawdzić w rzeczywistości. Ten rok był cenny, bo dał mi możliwość pracy nad sobą i rozwoju osobistego, pracy w grupie (fantastyczne znajomości), a także poznania wielu nowych technik i narzędzi, aby rozwijać empatię wobec siebie i wobec innych.

Ad 3 webinar z prof. Andrzejem Blikle odbył się 20 czerwca; Zorganizowany był przez Uniwersytet WSB Merito. Spotkanie trwało godzinę i w jego trakcie prof. Blikle dzielił się swoimi doświadczeniami jak motywować pracowników. Używał często innych pojęć i może delikatnie w innych konfiguracjach, ale cały czas mówił językiem, który poznałam na studiach podyplomowych – językiem Marshalla Rosenberga – potrzeb, emocji i wartości. W ocenie prof. Bliklego nic tak nie motywuje ludzi, jak praca leadershipu nad potrzebami wartości danego pracownika, czyli potrzebami społecznymi i potrzebą godności. Okazuje się, że każda marchewka w organizacji staje się marchewkijem i służy i tak do zastraszania lub kontrolowania pracownika, a to jest przeciwskuteczne. Dopiero osadzenie organizacji na nagrodach godnościowych daje efekt w postaci podniesienia jakości pracy.

Ad 4 w jeden z czerwcowych weekendów udało mi się odwiedzić Pałac Krasińskich. Odremontowany budynek prezentuje się bardzo okazale, wręcz instagramowo. Nie dziwią więc kolejne osoby, które przychodzą, aby zrobić sobie zdjęcia i stworzyć treści na media społecznościowe. Piękne, klasycyzujące sale, sztukaterie, oświetlenie stwarzają niepowtarzalną atmosferę. W salach mimo to nie ma przepychu, zadbano o to, aby głównymi obiektami były kodeksy. Jednak nie zmienia to faktu, że artefakty są prezentowane w bardzo wyszukanym, eleganckim, stonowanym otoczeniu. A w gablotach „nad złoto cenniejsze” rękopisy, cymelia i stare druki. Jest to szalenie wyjątkowe, że mamy te teksty na wyciągnięcie ręki. Zapewnienie opieki konserwatorskiej oraz zabezpieczenie zbiorów na pewno nie są łatwe w takiej przestrzeni i przy takim systemie ekspozycji. Po przestrzeniach wędrujemy chronologicznie – zaczynając od tekstów średniowiecznych, a kończąc np. na zapisie nutowym kołysanki skomponowanej przez Komedę do Dziecka Rosemary Polańskiego. Ależ to dziwaczne i osobliwe:), aby kołysanka działała na nas tak przerażająco.

Znajdziemy tu także piękne druki renesansowe i z XIX wieku, np. O krasnoludkach i sierotce Marysi, która była jedną z moich bardziej ulubionych dziecięcych lektur. A wśród innych niż książkowo-papierowe eksponaty znalazł się np. medal noblowski Henryka Sienkiewicza.

Największe jednak wrażenie zrobiła na mnie urna z prochami książek, które spalono w czasie Powstania Warszawskiego. Sfotografowana kiedyś przez Bownika, obecnie wystawiona jest w malutkiej sali i jako osoba oglądająca miałam nieodparte wrażenie, że wchodzę do tabernakulum, że przekraczam strefę sacrum…

To, co w Pałacu mi przeszkadzało, bo bardzo mała liczba ekranów, na których można przeczytać informację o kodeksach. Do każdej gabloty, o ile się nie mylę, przynależał jedynie jeden ekran. To sprawiało, że oglądający musieli czekać w kolejce lub rezygnowali ze zdobycia informacji. Może stworzenie aplikacji na telefon, która po zeskanowaniu odpowiedniego znaku wyświetlałaby niezbędne dane, pozwoliłoby zachować estetykę wnętrza i jego spójność, a odwiedzjących uzbroiłoby w podstawowe informacje.

Ad 5 spotkanie z Wyjustowanymi UMK. 25 czerwca spotkałam się z kołem Wyjustowani. Dyskusja w ciepły i już prawie wakacyjny dzień nie była jednak o kanikułach, ale dotyczyła ważnych planów koła na jesień i wiosnę kolejnego roku akademickiego: wydanie kolejnego numeru „Tekstury”, warsztaty o secesji w książkach w Bibliotece Wydziału Humanistycznego, organizacja listopadowej konferencji edytorskiej, a także kolejny objazd naukowy – tym razem miejmy nadzieję, że w progi Biblioteki Narodowej.

Ad. 6 aż wstyd się przyznać, ale nie byłam tam całe lata. Kiedy tylko teraz nadarzyła się okazja, to postanowiłam ją wykorzystać i zrobić sobie spacer wśród wiewiórek, pawi, szumu drzew i przepięknej architektury Łazienek. Było zbyt wcześnie – Oranżeria i Pałac na Wodzie były zamknięte, ale mogłam się delektować spokojem i mantrycznym pływaniem kaczek w ogrodzie chińskim, kontemplacją zabudowy teatru i niesamowitym jeśminowym zapachem drzewek wokół pałacu. Ta wizyta była dla mnie chwilą oddechu, zrobieniem czegoś dla siebie i świętowaniem ukończenia studiów, dostania się na następne oraz zakończenia pewnego etapu w moim życiu. Jestem sobie i osobom wokół mnie szalenie wdzięczna za ten czas.

Dodaj komentarz