Przyszły rok, to będzie czas rozpoczynający Hutnikiewiczowskie rocznice. W kwietniu minie 20 lat od śmierci Profesora. Natomiast w przyszłym roku będzie 110. rocznica urodzin. Tę ostatnią rocznicę traktuję bardzo osobiście, ponieważ to od publikacji na stulecie urodzin Hutnikiewicza rozpoczęła się moja przygoda z badaniem jego spuścizny. Wtedy to, za namową i inspiracją Profesor Marii Kalinowskiej, opublikowałam szkic, który mówił o dedykacjach w książkach z księgozbioru Profesora Hutnikiewicza.
Rok 2025, to również czas obchodów 80. rocznicy powołania Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Te rocznice – Hutnikiewiczowskie i Uniwersytetu – wydają się kompatybilne, gdyż to właśnie Hutnikiewicz był jedną z osób, które rozpoczynały pracę na Uniwersytecie świeżo po jego powołaniu. W zbiorach po Profesorze Hutnikiewiczu znajdują się dokumenty, które opisują pierwsze miesiące i lata pracy Hutnikiewicza na UMK oraz jego drogę ze Lwowa do Torunia.
Ilustracja przedstawia zdjęcie zrobione Arturowi Hutnikiewiczowi w czasie podróży włoskiej oraz maszynopis i rękopis jego prac. Maszynopis dotyczy historii polonistyki lwowskiej. Natomiast rękopis, to fragment wykładu. Ilustracja została przygotowana dla „Sztuki Edycji”, w której w najbliższym numerze ukaże się m.in. recenzja listów Hutnikiewicza do Lucyny Żbikowskiej mojego autorstwa. Kopię przygotowała Pracownia Digitalizacji BU UMK. Dokumenty pochodzą ze spuścizny Profesora, która przechowywana jest w Oddziale Zbiorów Specjalnych.
W moim wcześniejszym tekście o wpływie wywieranym przez biblioteki na otoczenie odnosiłam się to wartości rozmowy i budowania społeczności wokół biblioteki uniwersyteckiej. Lutowy wpis z założenia był pierwszą częścią mojej refleksji o współczesnych bibliotekach akademickich. Przemyślenia, które nie zmieściły we wcześniejszym wpisie, zostały dodatkowo podbite przez był mój tygodniowy pobyt na Uniwersytecie w Bremie, kiedy idąc do biblioteki na jednym z budynków uniwersyteckich zobaczyłam napis: Liberte – Egalite – Sodilarite alors revolutions. Pomyślałam, że to hasło jak nigdzie indziej powinno się realizować właśnie w bibliotece. Szczególnie we współczesnym, tak wzburzonym i rozedrganym świecie, to także my – bibliotekarki i bibliotekarze – powinniśmy troszczyć się nie tylko o rozwój naukowy, który docelowo ma nas – jako społeczeństwo – prowadzić do względnego dobrobytu i dobrostanu, ale także o kształcenie kluczowych kompetencji (np. technologicznych i tzw. miękkich) i o jakość społecznych relacji, o jakość współpracy, bo bez tego nie będziemy w stanie sprostać wyzwaniom, jakie są przed nami. Współpracując i adekwatnie reagując na przemiany cywilizacyjne i społeczne jesteśmy w stanie minimalizować koszty kryzysów.
Wszystkie te czynniki /wolność, równość, solidarność/ są – w mojej opinii – nieodłącznie związane ze społeczeństwem i tworzą uniwersalny i niezmiennie aktualny manifest. Jak on się realizuje w misji współczesnej biblioteki? Jak plasuje bibliotekę w przestrzeni i kontekście społecznym? Jak pokazuje społeczną rolę bibliotek akademickich i całego uniwersytetu? I czy, aby zrealizować społeczne postulaty wolności i solidarności, potrzebujemy rewolucji? Pewnie byłoby łatwiej na takiej zasadzie zaprowadzić nowy porządek. Jednak gdzieś majaczy mi to często przywoływane ostrzeżenie, że rewolucja – wcześniej czy później – pożre własne dzieci. Czy możliwa jest zmiana oddolna, spokojna praca u podstaw i wdrażanie nowych trendów krok po kroku – tworzenie nowej rzeczywistości w codziennej pracy i w codziennej zmianie, którą zawsze trzeba zacząć przecież od siebie? Wprowadzanie tych wspólnych nam wartości, można zacząć od codziennego zmieniania tego, na co mamy wpływ. A może to przyniesie pożądany efekt, który tak bardzo chcemy zobaczyć na samym końcu?
Z lekkim opóźnieniem publikuję podsumowanie czerwca. Okazuje się, że czerwiec był bardzo owocny w spotkania i rozmowy. Część z nich ma odzwierciedlenie w tym wpisie, a część przeszła do trybu offline. To był intensywny i wyjazdowy miesiąc. Cieszę się, że jestem już w trybie wakacyjnym i mogę trochę inaczej pracować skupiając się na rzeczach, na które nie mam czasu w roku akademickim. Plany na jesień zrobione. Teraz powoli wygaszam palniki, na których nie musi aż tak bulgotać w garnkach, a podniecam ogień w tych, które chcę przygotować jeszcze przed upragnionym urlopem. Kolejny wpis z cyklu podsumowania miesiąca będzie w sierpniu i obejmie czas wakacyjnych podróży. Miłej lektury!
Irving i Fisher
Koniec studiów
Webinar z Profesorem Blikle
Zbiory specjalne w Pałacu Krasińskich
Spotkanie Wyjustowanych
Łazienki Królewskie
Ad 1 w tym miesiącu spotkaliśmy się dwukrotnie w bibliotece, aby posłuchać i porozmawiać z tłumaczami dwóch książek. Jedną z nich była Księga szkiców Washingtona Irvinga a drugą Dziwaczne i osobliwe Marka Fishera. W obu spotkaniach gośćmi byli tłumacze polskich edycji.
Waszyngton Irving i jego Księga szkiców: 4 czerwca
Upalne popołudnie spędziliśmy w towarzystwie tekstów nietypowego romantyka – Washingtona Irvinga – Amerykanina, który wędrował m.in. po Anglii i zapisywał legendy utrwalając w swoich szkicach np. podania i legendy ludowe.
Spotkanie poprowadzili prof. Violetta Wróblewska oraz dr Marcin Lutomierski, a o swoich zmaganiach z tłumaczeniem opowiadali dr Agnieszka Markuszewska i prof. Mirosław Strzyżewski. Jak stwierdzili tłumacze głównym problemem było zachowanie atrakcyjności języka i stylu autora oraz unowocześnienie tekstów tak, aby współczesny czytelnik nie miał problemów z lekturą. Istotną trudnością w tłumaczeniu było także pewnego rodzaju natręctwo Irvinga – pisanie bardzo długich zdań. Tłumacze, aby zachować spójność wywodu w Szkicach, odeszli od tej cechy stylistycznej.